Już tydzień w Bolonii …

Czas minął jak z bata strzelił. Od momentu wejścia na pokład samolotu Ryanair’a i postawienia stopy na lotnisku w Bolonii 7 stycznia b.r. do ukończenia gry ulicznej, w niedzielę 14 stycznia, minął już tydzień. Uczniowie Technikum Handlowego i Informatycznego przybyli do Włoch w celu zdobycia nowych doświadczeń, a przede wszystkim przeżycia wielkiej przygody, usamodzielnienia się i umiejętności radzenia sobie z w różnych sytuacjach, jak np. pierwszy lot samolotem 

04

aaa

Już następnego dnia młodzież przez cały dzień z bolońskimi opiekunami (Patryk, Silvia, Paulina) zapoznawała się z miejscami praktyk i pracodawcami, a już po południu wraz z Walentiną zostały ustalone właściwe godziny pracy. Wieczorem zostaliśmy zaproszeni przez Paulinę na powitalną kolację do gwarnej, a zarazem przytulnej knajpki Lab 16.

 46

Od wtorku wszyscy rzetelnie podjęli pracę, jedni bliżej miejsca zakwaterowania (Viale Aldini), inni musieli dojeżdżać autobusami. Bez żadnego problemu potrafili porozumieć się z pracodawcami oraz sprostać swoim zadaniom, dlatego zadowolenie ze stażu było obopólne.

 bb

Nie tylko praca stanowiła wyzwanie, ale także prozaiczne sprawy, jak: gotowanie, pranie, sprzątanie czy robienie zakupów. Ze wszystkim młodzież poradziła sobie doskonale, a czas spędzany na wspólnych spacerach po Bolonii, maratonach filmowych, grze w karty i wieczornych pogaduchach miał znakomity wpływ na integrację grupy.

 cc ddd 

Sprawdzianem solidarności uczestników projektu był udział w niedzielnej grze miejskiej, w czasie której młodzież podzielona na cztery grupy miała wykonać aż 10 zadań, m.in. zapoznać się z historią dwóch wież, znaleźć „finestrellę” – okienko z widokiem na kanał, odnaleźć rdzennych mieszkańców Bolonii, porozmawiać z obcokrajowcami studiującymi lub mieszkającymi we Włoszech czy zaśpiewać z Bolończykami piosenkę „Bella ciao”. Po wykonaniu zadań, mieliśmy na to 1,5 godziny, uczestnicy gry oddali swe karty zadań Patrykowi Rychwickiemu, który nam towarzyszył. Dzień zakończył się kolacją i spacerem po Bolonii.

R.Witkowska